Telewizja

ABC telewizji

Kanały

Jeszcze do niedawna każdy przynajmniej w Polsce miał domu w telewizorze w porywach trzy kanały. Takie czasy pamiętają nawet ci urodzeni w latach siedemdziesiątych. Dziesięć lat później świat może poszedł i trochę do przodu, ale nie w PRL-u gdzie prezenterzy telewizyjni czytali skrzętnie wcześniej przygotowane przez władzę mowy w dodatku w mundurach wojskowych, ale był stan wojenny, więc tak wyglądać to musiało. Pamiętam jeszcze czasy kiedy w latach dziewięćdziesiątych pojawił się kolejny program telewizyjny, który niejako różnił się od powiedzmy tych zwykłych „państwowych”, rzecz o kanale POLSAT. Tu chyba pierwszy raz pokazywano jakieś większe zachodnie nowości, pamiętam jeszcze ten kanał ze słynnych wówczas reklam na przykład proszku do prania „Pollena”. Dziś śmieszą takie wspomnienia, ale wtedy tym się żyło, to było coś na miarę amerykańskich nowości. Potem pojawił się TVN i właściwie chyba razem z tym kanałem, a może i wcześniej telewizja kablowa, która dawała możliwość oglądania kanałów z całego świata.

Reklamy

Chyba każdego drażnią przerwy telewizji, które wykorzystywane są do reklam, ale niestety światem mediów rządzą takie, a nie inne prawa. Między danymi programami reklamy muszą się pojawiać, bo na tym tez telewizja zarabia, a i wszelkie manipulacyjne systemy, na jakich opierają się reklamy nie mogłyby istnieć bez odpowiedniej promocji, choćby drogą telewizyjną. Ilu ludzi patrząc w ekran telewizora nie ma ochoty na przykład podczas długiego filmu skorzystać z toalety? Odpowiedź jest prosta – wielu. I nawet dlatego faktu na reklamy złościć się aż tak nie powinniśmy. Inni jeszcze reklamy oglądają, bo śledzą rynek mody i chcą wiedzieć, co dzieje się w wielkim świecie i jaką rzecz kupić, by być równie trendy. Inni mogą reklamy oglądać z nudów, jak i wiele programów, które raczej za ciekawe nie są. Zatem reklamy od jakiegoś dziejowego momentu w XX wieku zdominowały nie tylko media, ale i nasze codzienne życie, bo przecież pojawiają się na każdym kroku jako ulotki, plakaty, reklamy w gazetach, a nawet specjalnie urządzane promocyjne spotkania.

30 sie

Różne programy…

Dodano w kategorii: programy telewizyjne

Programy kryminalne

Właściwie trudno zaliczyć do konkretnej grupy gatunków programów telewizyjnych dość ostatnio popularne pseudo-kryminalne kroniki. Te programy mają formę często filmu jednego bądź więcej, zazwyczaj połączone są wątkiem detektywistycznym, w którym śledztwo prowadzi para śledczych lub więcej takich par, czasem są to policjanci. Dochodzi w ciągu fabuły oczywiście do przestępstwa, ofiary są dość różne i koniec danego programu wieńczy szczęśliwa pomoc i rozwiązanie zagadki. Ważna jest notka potwierdzająca informację o tym, że dany materiał filmowy został oparty na faktach. Zastanawia mnie fenomen tych programów, ale widzów może przekonuje właśnie ta faktyczność na końcu. Z drugiej strony lubimy sensacje, ale nie te bardziej pozytywne, a właśnie te, które mówią o zabójstwach, gwałtach, jakiś napadach, katastrofach, wojnach. Na takich informacjach opierają się dzienniki telewizyjne, takimi faktami żywią się również inne środki masowego przekazu i wydaje się, że nasze życie byłoby bez takich wydarzeń uboższe.

Big Brother

Program, a właściwie telewizyjne show, które kilkanaście lat temu było szokująca nowością, dobrze podchwycili widzowie. Twórcy programu Big Brother nastawieni byli na wysoką oglądalność i z pewnością im się to udało. Niecodziennym widokiem w telewizji były bowiem jeszcze dziesięć lat temu erotyczne sceny, do których nikogo nie zmuszano, niejako odbywały się na realnych przykładach, bo obecni w domu Wielkiego Brata byli normalni, zwykli przeciętni obywatele najpierw Stanów Zjednoczonych, potem Polski czy innych krajów. Wszystko zaczęło się jednak od filmu dokumentalnego, który rejestrował pewne doświadczenie, a mianowicie masa ludzi w jednym hangarze z możliwością łączenia się w dowolne grupki i robienia czego się zapragnie, ale w obecności wszędzie ukrytych w pomieszczeniu kamer. Ktoś złapałby się za głowę i pomyślał, jak można wziąć w ogóle udział w czymś takim. Okazało się jednak, że lubiących adrenalinę jest więcej niż mogłoby się wydawać, a i tych, którzy chętnie pokażą swoje prywatne życie, a może przede wszystkim własne ciało.

Rozmowy w toku

Rozmowy w toku są dość ostatnio popularnym programem, w którym do głosu dopuszczani są wszyscy, którzy wcześniej zgłoszą się na casting do programu. Bloki tematyczne są różne, ale wydaje się, że główną rządzącą tutaj zasadą są chwyty marketingowe i pewne tematy, które z pewnością przyciągną uwagę i dobrze się sprzedadzą, rozchodząc jak świeże bułeczki. Tematy są faktycznie czasem dość ciekawe, choć nie omieszkałabym podkreślić, że częściej jednak bardziej żenujące niż interesujące. Najgorsze jest też to, jak w przypadku Big Brothera, że ludzie się na to łapią. Myślą, że są cool i fancy, bo udało im się coś ciekawego powiedzieć i to nie byle gdzie, bo w telewizji. Częściej te wypowiedzi są porażką, a zachowanie tych ludzi pozostawia wiele do życzenia, bo kłótni w tym programie i obrażających słów nie mało. Zauważeniu podlega fakt, że widzowie to łapią, oni czekają na taki program z niecierpliwością i siedzą, oglądając go prawie z otwartą buzią, co oznacza oczywiście zaciekawienie.

Czarodziejka z księżyca

Są w życiu każdego w dzieciństwie takie bajki, które pamięta się najbardziej. Chłopcom szczególnie pewnie utkwią w pamięci jakieś roboty, a dziewczynkom miłosne historie ich rówieśniczek, bo oczywiście płeć piękna już od dziecka marzy o księciu z bajki. Ten fakt udowodniono nawet naukowo. Jesteśmy stworzone, by być adorowanymi. Mało tego, czujemy się wyjątkowe jak księżniczki, by rycerz na białym rumaku przyjechał uratować nas z wieży. Taka postać księcia, no prawie księcia pojawiła się w japońskiej bajce kilkanaście lat temu pod tytułem „Czarodziejka z księżyca”. Pamiętam nawet imię tego bohatera – Taxido. Oczywiście to postać wzorowana na Zorro, bo jest zwykłym młodzieńcem parającym się studiowaniem w prywatnym życiu, by w drugim swoim wcieleniu walczyć ze złem istniejącym na świecie pojawiającym się w postaci różnych potworów i oczywiście bronić swojej ukochanej wybranki. Tak też dzieje się w tej bajce, choć fabuła została udoskonalona, bo ukochana para była w przeszłości małżeństwem, gdy Ziemia miała inne oblicze, po czym siły zła rozłączyły parę ukochanych.

Wiadomości

Przegląd telewizyjnych wiadomości stanowi dla niektórych bardzo ważne źródło informacji o wydarzeniach na świecie. Wydaje się, że szczególnie ciekawi w tym temacie są ludzie starsi, którzy akurat dziś szybko nie wygooglają sobie treści o interesujących ich wydarzeniach w Internecie. Starsi ludzie lubią dzienniki telewizyjne, powiedziałabym jak każdy inny program, bo w ogóle lubią siedzieć przed telewizorem. Właściwie temu nie należy się dziwić, w końcu przeszli już swoje, swoje już przepracowali. Coś im się zatem od życia należy. I jeśli mają ochotę na oglądanie w swojej starości telewizji, nikt nie powinien im tego zabraniać. Przypomina mi się zawsze w kontekście wiadomości moja babcia, dla której Teleexpress stanowił pewnego rodzaju świętość. Nazwę miała na ten program również swoją, zwykła bowiem Teleexpress nazywać Teleskopem, co oczywiście mnie i rodzeństwo naprawdę bardzo śmieszyło. Godzina siedemnasta była pewnym magicznym i wyjątkowym czasem, kiedy babcia zawsze do nas przychodziła, bo nie miała własnego telewizora.

Uciekająca panna młoda

Można od jakiegoś czasu zaobserwować wśród reżyserów tendencję robienia kolejnych części do swoich wielkich przebojów lub po prostu wykorzystywania głównych aktorów, którzy dzięki wcześniejszemu kinowemu hitowi stali się bardzo słynni. Tak schemat można przypisać nie tylko kinu współczesnemu, wydaje się bowiem, że z takich reguł czerpano zawsze. Nasuwa mi się na myśl, być może po fakcie kolejnego obejrzenia „Pretty woman”, film „Uciekająca panna młoda”. Zrobił go ten sam reżyser kilka lat później. Wykorzystał do znów pary głównych bohaterów z „Pretty woman” Julię Roberts i Richarda Gere’a. Sukces zatem był murowany, choć może nie aż tak wielki, jak w przypadku filmu pierwszego. Chciałoby się zatem powiedzieć, ze zazwyczaj pierwsze części jakiejś serii lub po prostu filmy, które na początku okazują się kasowymi przebojami są nie do pobicia i żaden kolejny nawet z tymi samymi aktorami nie osiągnie tak wielkiego sukcesu. Niewątpliwie jednak znani już aktorzy dobrze oglądają się nawet w kolejnych przebojach kinowych.

19 sie

Nałóg?

Dodano w kategorii: rodzaje telewizji

Wojny o pilota

Ponoć ten kto ma w domu prawo do pilota, ma również rzeczywistą władzę. Jeśli w domu jest kilka odbiorników władza może się rozproszyć, ale taki stan rzeczy gwarantuje też większy spokój. Kiedy jednak cała – załóżmy czteroosobowa rodzina – posiada jeden telewizor, robi się naprawdę niebezpiecznie. Prawdopodobieństwo, że wszyscy będą chcieli, razem z najmłodszą pociechą pooglądać kreskówki raczej jest niewielkie. Wojna domowa jest bardziej prawdopodobna. Ojciec chętnie obejrzy coś na kanale sportowym, za to mam nie może żyć bez swego ulubionego serialu i mimo jutrzejsze powtórki z pewnością nie odpuści. Zrobi wiele, by wygrać batalię o pilota. Córka chętnie obejrzałaby coś w telewizji muzycznej, ale nie ma na to większych szans. Autorytet rodziców raczej od razu pozbawi ją prób walki o swój czas przed telewizorem. Jedno jest pewne, całkowitej satysfakcji nikt nie zyska, a skutki takiego telewizyjnego konfliktu mogą się pociągnąć i do następnego wieczora. Dlatego może warto ustalić jakieś zasady korzystania z telewizji?

Życie bez telewizora

Może zabrzmi to niewiarygodnie, ale są ludzie, którzy nie mają telewizji. I gwoli ścisłości nie mówimy tu o zakonnikach. Nieposiadanie telewizora robi się wręcz popularne. Wielu ludzi to decyduje się na to, by z niego zrezygnować, na rzeczy innych rozrywek lub sportu. Czasami taki bojkot telewizji związany jest też z głębszą ideologią, zgodnie z którą telewizja to po prostu rodzaj ogłupiacza i złodzieja czasu, dlatego czym prędzej należy się jej pozbyć. Ci ideowo rezygnujący z telewizji, najczęściej wychowują tak również dzieci. Oczywiście maluchy mogą oglądać bajki, ale nie odbywa się to za pośrednictwem telewizora. Większych badań nad dziećmi, które żyją bez telewizji jeszcze nie prowadzono, ale z prostych obserwacji wynika, że są one bardziej ciekawe świata i znacznie lepiej się rozwijają niż ich rówieśnicy. Najczęściej też mają lepsze wyniki w szkole i hobby. Psychologowie przypisują to po prostu temu, że rodzice poświęcają im więcej czasu oraz temu, że dzieci pozbawione telewizji są w pewnym sensie zmuszone do większej aktywności.

Telewizje informacyjne

Ostatnio są bardzo popularne, często nawet zastępują radio. Do niedawna przy śniadaniu, przed wyjściem do pracy włączało się właśnie radio, po to, by usłyszeć poranne wiadomości. Teraz raczej włącza się telewizję i to informacyjną. Rano można w niej liczyć na skrót wiadomości mniej więcej, co kwadrans. Poza tym od razu można zobaczyć jakieś interesujące zdjęcia dotyczące wydarzeń, pewnie i tak kątem oka znad talerza z zupą mleczną, ale zawsze. Zresztą jak się nigdzie nie wybieramy, bo pracujemy w domu, nic nie stoi na przeszkodzie, by taka telewizja pozostała włączona. Prawdopodobnie w ogóle nie będziemy jej dostrzegać, oczywiście do momentu, aż coś interesującego wpadnie nam w ucho. Wówczas możemy chociaż przez chwilę posłuchać, a potem wrócić do swoich zajęć. Telewizja informacyjna zdaje się być zupełnie niezłym wynalazkiem, zwłaszcza gdy dzieje się coś ważnego. Wówczas możemy śledzić wydarzenia na bieżąco. Z czasem jednak może nam się znudzić, więc lepiej, tak jak wszystko, dawkować ją sobie z rozsądkiem.

Nowoczesna telewizja

Wyobraźmy sobie, że mamy cudowne kino domowe zajmujące pół ściany. Zestaw jest imponujący. Mamy wolny wieczór. Postanowiliśmy sobie pooglądać telewizję. Naciskamy guzik pilota i pierwsze, co widzimy to program, naszych wszystkich ulubionych kanałów. Przyglądamy mu się uważnie i dostrzegamy nasz ulubiony serial. Wybieramy go więc, oglądamy od początku i bez reklam. Po jego zakończeniu stwierdzamy, że mamy ochotę na film. Powracamy do programy, wybieramy opcję film i dostajemy kilka propozycji. Wybieramy najbardziej odpowiednią. Naciskamy guziczek i błogo sobie oglądamy, delektując się zaletami naszego kina domowego. Bajka? Sen? Nie, raczej telewizja przyszłości. Już niedługo będzie powszechnie dostępna. Będziemy mogli sobie wybierać co chcemy i kiedy chcemy oglądać. Oczywiście będziemy musieli za to coś zapłacić, ale przynajmniej nasza nowoczesna telewizja będzie zgodna z naszymi potrzebami i preferencjami. Jeżeli kochamy stare filmy, to będą stare filmy. Jeśli nienawidzimy reklam to nie będzie reklam. Wszystko, by tylko widz był zadowolony.

Jeżeli telewizje tradycyjne już nam zupełnie zbrzydły, możemy się przenieść do Internetu. Tam z pewnością znajdziemy coś odpowiedniego dla siebie. Nie jest to oczywiście stricte telewizja, tak naprawdę najczęściej to po prostu krótkie materiały do obejrzenia, ale za to, oglądamy dokładnie to, co wybierzemy. Najwięcej w ofercie telewizji internetowych jest kanałów muzycznych. Możemy tam posłuchać ulubionej muzyki i pooglądać teledyski. Gdyby jednak ten rodzaj telewizji nam nie odpowiadał, zawsze możemy w sieci poszukać czegoś interesującego. W końcu jak się już przenieśliśmy do wirtualnej rzeczywistości, to warto korzystać z jej uroków. Może zamiast bezmyślnie gapić się w ekran napiszemy maila do starego znajomego albo pogadamy z kimś przez skypa lub gg. Ostatecznie możemy też w coś pograć z przeciwnikiem z drugiego końca świata. Ewentualnie, możemy wrócić do mediów i poczytać jakieś interesujące artykuły w wirtualnej prasie. Jakby nam się jednak i to znudziło, zawsze możemy, wyłączyć komputer i po prostu pójść na spacer.

Telewizja kablowa. Trudno się zdecydować. Błogosławieństwo czy przekleństwo? Pewnie po trosze jedno drugie. Błogosławieństwo przede wszystkim obfitości, możemy wybierać z całej masy różnych kanałów, mniej lub bardziej ambitnych. A przekleństwo, bo potwornie uzależnia. Gdy osiągniemy stan, w którym będziemy siedzieli na kanapie i gapili się bezmyślnie w ekran, na którym po raz szósty widzimy ten sam program, to naprawdę pora się nad sobą zastanowić. Zanim zaczniemy bezmyślnie naciskać guziki pilota, sprawdźmy lepiej, co będzie w programie. Dopiero, gdy coś nas zainteresuje włączmy i obejrzyjmy. Wtedy to będzie miało sens. W przeciwnym razie to zupełna strata czasu. Jest wiele przyjemniejszych sposobów, by go wykorzystać. Nie musimy się wcale męczyć przed telewizorem na własne życzenie. Może lepiej zaprosić na kawę sąsiadkę albo poczytać dobrą książkę. No ewentualnie się zastanowić, ale tak na poważnie, czy rezygnacja z kablówki nie będzie dobrym pomysłem. Być może uda się zaoszczędzić nie tylko trochę czasu, ale i pieniędzy.

Najczęściej to właśnie telewizja publiczna jest głównym powodem do narzekań. Dlaczego? W sumie jest biedna i to nie tylko w sensie dosłownym, ale i metaforycznym. Niestety nie może mieć tak dużych wpływów z reklam, jak telewizje prywatne, głównie dlatego, że w przeciwieństwie do nich jest „obciążona” misją. To znaczy, że musi się wywiązywać ze specjalnych zobowiązań, które narzuca na nią Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Poza tym, ciągle gdzieś się szamocze pomiędzy politycznymi zmianami, a jak wiadomo częste zmiany kierownictwa nie pomagają praktycznie żadnej firmie. Szkoda, że tak się dzieje, bo w ten sposób nie tylko telewizja traci reputację, ale i widzowi coraz częściej trudno pozostać wiernym TVP. W końcu zewsząd widzi nowe, lepsze i korzystniejsze oferty, jak wobec tego miałby pozostać przy tej, w której może liczyć tylko na stare, dobre, ale już nieco nazbyt dobrze znane filmy. Pozostaje mieć nadzieję, że planowana od dawna nowa ustawa medialna nareszcie coś zmieni na lepsze.

Prywatne telewizje są w Polsce w znacznie lepszej sytuacji niż telewizja publiczna. Mają tylko jeden feler. Mianowicie reklamy. Właśnie nasz ulubiony bohater wygłosił kluczową kwestię, w napięciu oczekujemy na odpowiedź ukochanej, a tu co? No oczywiście przerwa na reklamę. Zatem w spokoju możemy się udać do toalety. Możemy też zrobić kolację, a nawet wziąć szybki prysznic. Przy odrobinie pecha nawet to wszystko w czasie jednej przerwy. No cóż, może nie należy tego wcale traktować jak dopust boży? W końcu, gdyby nie te osławione reklamy, nie mielibyśmy wcale naszego ulubionego serialu. Nie ma rozwiązań idealnych i zawsze jest coś za coś. Telewizja daje nam za darmo naszych ulubionych bohaterów, a my za to oglądamy reklamy. No dobrze, bez przesady. Może bardziej pozwalamy na to, by były emitowane w czasie serialu. Kwestia tego, że tak naprawdę wcale ich nie oglądamy, niech pozostanie wątkiem pobocznym. W końcu reklamodawca wcale nie musi wiedzieć, że jako szanujące się panie domu, same potrafimy zdecydować co kupimy albo zrobimy na obiad.