Kevin sam w domu
Jest wieczór wigilijny, siedzimy przy stole już po świątecznej kolacji i co robimy? Czekamy na Kevina. Fakt to bawi, ale z drugiej strony i zatrważa, bo zamiast spędzać uroczyste chwile z rodziną na śpiewaniu kolęd, oglądamy setny raz film, który już znamy prawie na pamięć. Film rzeczywiście jest śmieszny, o czym świadczy to, że oglądając nawet kilkakrotnie, bawimy się przy nim tak samo jak za pierwszym razem. Są bardzo zabawne sceny, chyba nawet większość: upadek włamywaczy na bombkach, żelazko na czole Marfa, samo obycie Marfa i Harrego – to są kultowe postacie, których mówienie już rozbawia nas do łez. Sam film oparty jest jednak trochę na absurdalnej sytuacji, która raczej wątpliwe, czy miałaby miejsce w świecie naszego codziennego życia. Kto zostawia dziecko w domu i tego nie zauważa już w samochodzie? Chociaż zdarzają się i sytuacje dość dziwne w naszym życiu, bo czasem zapominamy odebrać na przykład dziecka z przedszkola, ale trudno wyobrazić sobie nie policzenie dzieci przed jakimś ważnym rodzinnym wyjazdem, zwłaszcza jeśli ma się ich kilkoro i jeśli jeszcze dodatkowo zjechało się do domu kuzynostwo.
Gladiator
Wiele można zarzucać telewizji, ale czasem zdarza się jakiś hit, który wcześniej można było obejrzeć w kinie. Tak było w moim przypadku, gdy dość dużą popularnością cieszył się „Gladiator”. Wszyscy mówili o tym filmie, mnóstwo reklam było wokół, jego rozdźwięk osiągnął naprawdę w pewnym momencie szczyt. Byłam jeszcze chyba za młoda, by zrozumieć wagę tego przedsięwzięcia. Chciałam iść do kina, ale zanim się zebrałam i poprosiłam rodziców o pieniądze, było za późno, bo filmu nie było już w kinach. Pojawiła się jeszcze jedna szansa podczas pobytu u brata w Krakowie. Poszliśmy do kina i oczywiście grali również Gladiatora, chciałam iść, ale zostałam przegłosowana i poszliśmy na „Uciekające kurczaki”. Do dziś nie mogę sobie tego wydarować, bo zawsze chciałam obejrzeć „Gladiatora” na wielkim ekranie. Dzięki jednak telewizji mogłam go obejrzeć w domu nie raz. Czasem oglądamy filmy kilka razy, ale i tak wzruszają nas tak samo jak za pierwszym razem, to trochę tak jak w przypadku naszego śmiechu podczas komedii „Kevin sam w domu”.